Demografia 2023: przyrost naturalny, średni wiek. Prognozy i dane historyczne. Islandia liczba ludności. 353789. (na żywo) Liczba ludności Islandii w 2023 urośnie o 3 000 i osiągnie 354 000 ludzi w 2024 roku. Migracja ludności zwiększyła populację o 380 ludzi rocznie uwzględniając emigrację i imigrację.
Jest niezbędny do założenia konta bankowego. Przeczytaj również: Rozliczenie roczne w Norwegii – sprawdź, jak otrzymać maksymalny zwrot podatku! D-nummer a Skatteetaten. O D-nummer w Skatteetaten mogą starać się osoby, które posiadają umowę o pracę na terenie Norwegii. Numer zostaje przyznany razem z kartą podatkową.
Lepiej posługiwać się paszportem, o ile jest on w dobrym stanie i ma dość długą datę ważności. Pracownicy będący obywatelami kraju UE nie muszą już ubiegać się o pozwolenie na pobyt w Norwegii - przysługuje im prawo do trzymiesięcznego pobytu na terenie Norwegii bez posiadania zezwolenia na pobyt.
Obcokrajowcy poddani kwarantannie, ponieważ mieli kontakt z osobami zakażonymi w Norwegii, muszą pozostać w kwarantannie nad fiordami przez cały wymagany okres. Podobnie osoby, które mają gorączkę lub objawy w układzie oddechowym, takie jak kaszel lub duszność – muszą pozostać w izolacji i nie mogą opuszczać Norwegii.
Nigdy aż tak wielu Norwegów nie brało antydepresantów. Z danych Reseptregisteret wynika, że około 6000 młodych ludzi używa takich środków regularnie. W ciągu ostatnich czterech lat, użycie antydepresantów wzrosło o 27 %. Grupą, w której ten wzrost jest najbardziej widoczny to osoby z przedziału wiekowego 15-19.
Bokmål jest popularniejszy i używa go około 87% Norwegów (Språkfakta 2020). Obcokrajowcy najczęściej uczą się tej odmiany. Nynorsk jest używany w Rogaland, Hordaland, Sogn og Fjordane, Møre og Romsdal, Nord-Gudbrandsdal oraz w częściach Telemark, Valdres i Hallingdal. W Norwegii jest tyle dialektów (odmian mówionych) ile miejsc.
Stolarze / cieśle konstrukcyjni - projekt w Kristiansund Svane Bemanning AS poszukuje stolarzy/ ciesli konstrukcyjnych Praca w miejscowsci: Kristiansund Stawka Zapraszamy do wspolpracy cieśli konstrukcyjnych z okolic Oslo/Lillestrøm Østheim Montasje AS jest częścią Østheimgruppen AS.Zatrudniamy około 150 wykwalifikowanych i
Лапландия, Łapłandija; północnolapoński Sápmi) – region kulturowy i geograficzny w północnej Europie, obejmujący swoim zasięgiem północne części Półwyspu Kolskiego i Półwyspu Skandynawskiego. Leży na terenie czterech państw: Rosji oraz Finlandii, Szwecji i Norwegii. Zajmuje obszar ok. 380 tys. km². Głównymi
A potem zostają, bo - paradoksalnie - życie jest tam bardzo łatwe. W jakim sensie łatwe jest życie na wiecznej zmarzlinie, gdzie latem jest pięć stopni, a dziesięć to już upał? Łatwo się zarejestrować i dostać legalną pracę w przeciwieństwie do reszty Norwegii, gdzie procedura ubiegania się o prawo pobytu jest dość
Jednym z warunków pobierania emerytury z Norwegii, jaki zmieniono na początku roku 2021, jest co najmniej pięcioletnia przynależność do systemu ubezpieczeń społecznych na terenie tego kraju (wcześniej były to trzy lata). Pięcioletni okres przynależności musi mieć miejsce po tym, jak dana osoba ukończyła szesnasty rok życia.
lZVW8. Równo jedenaście lat temu, 22 lipca 2011 roku, samochód-pułapka eksplodował w centrum Oslo, zabijając osiem osób. Po dwóch godzinach od tragedii, doszło do kolejnej na wyspie Utoya, położonej w pobliżu norweskiej stolicy – zamachowiec zabił 69 uczestników obozu młodzieżowego. W dwóch największych aktach terrorystycznych w historii Norwegii, przeprowadzonych przez Andersa Breivika, łącznie zginęło 77 osób. Co wiadomo dziś o terroryście? Puste ulice, zamknięte restauracje i opustoszałe największe miasta w Europie, czyli rok z koronawirusem Zamach terrorystyczny na wyspie Utoya Anders Breivik działał według ustalonego przez siebie planu. W dniu ataku wypożyczył ciężarówkę, do której załadował pół tony materiału wybuchowego na bazie azotanu. Zaparkował auto na placu w centrum Oslo, w dzielnicy rządowej. Mieściło się tam kilka ministerstw, a także Sąd Najwyższy i redakcja największego norweskiego tabloidu. Bomba eksplodowała o 15:20. W wyniku tego ataku terrorystycznego na miejscu zginęło osiem osób, ponad dwieście zostało rannych. Podczas gdy mieszkańcy Oslo próbowali dojść do siebie po straszliwej eksplozji, Breivik nie siedział bezczynnie. Udał się na wyspę Utoya, na której zorganizowano obóz dla młodzieży, identyfikującej się z norweską Partią Pracy. Na wyspie przebywało wtedy około sześciuset osób i prawie wszyscy mieli mniej niż 25 lat. CZYTAJ TEŻ: Poznaj historię One World Trade Center. Jak wygląda ten niesamowity budynek? Kwiaty i znicze na wyspie Utoya, lipiec 2011 roku Fot. Ferdinand Ostrop/AP/East News Breivik przybył na wyspę przebrany za policjanta i twierdził, że jego obecność ma związek z atakiem w Oslo. Gdy nie chciano go wpuścić, zaczął strzelać. Jako jeden z pierwszych zginął wolontariusz Trond Berntsen, przyrodni brat norweskiej księżnej Mette-Marit. Zabójca oszczędził jego 11-letniego wtedy syna. Zobacz też: Książę George ofiarą zamachu dżihadystów? Wyciekło wstrząsające nagranie Pierwszych nastolatków zastrzelił w pobliżu molo, potem wszedł do lokalnej kawiarni. Po zabiciu wszystkich w środku, postanowił „przejść się” po wyspie. Niektóre dzieci udawały, że nie żyją, ale nie oszczędzał nikogo – podchodził i strzelał z bliskiej odległości. „Łatwo było zabijać. Byli bardzo wygodnym celem”, mówił podczas procesu. Strzelanina trwała prawie półtorej godziny. W tym czasie Anders Breivik zabił 67 osób, jeszcze dwie utonęły, kiedy próbowały się ratować. Kiedy na wyspę przybyła policja, zamachowiec dobrowolnie się poddał. Andres Breivik po zamachach w Norwegii W sierpniu 2011 roku sąd skazał Breivika na 21 lat więzienia, maksymalny wymiar pozbawienia wolności w Norwegii, z możliwością nieograniczonego przedłużania kary, gdyby okazało się, że sprawca nadal jest niebezpieczny. Zdaniem ekspertów, zabójca już nigdy nie wyjdzie z więzienia. W trakcie procesu Breivik nie okazywał skruchy, ale spokojnie wyjaśniał, dlaczego zabijał dzieci. Uznał, że przyczyną islamizacji Europy jest zbyt liberalna polityka państwa, dlatego konieczne było skierowanie agresji na partię rządzącą. Skoncentrował się więc na młodzieży, która ją popiera. Jak mówił w sądzie, „ocalił Europę przed islamem”. Obecnie przebywa w norweskim więzieniu. Jego cela o łącznej powierzchni 24 metrów kwadratowych, przypomina mieszkanie – ma sypialnię, gabinet i prywatną siłownię, a także łazienkę. Breivik może korzystać z telewizora i konsoli do gier, ma też nieograniczony dostęp do książek i gazet. Nie ma internetu, ale laptop jest zawsze do jego dyspozycji. Sam wielokrotnie podkreślał, że żyje w „nieludzkich” warunkach. Skarżył się na przykład, że naczelnik więzienia nie chce wymienić jego konsoli na nowszą wersję... Zobacz też: Na Sri Lance zginęło troje dzieci duńskiego miliardera Andersa Holcha Povlesena Norweska prokuratura uznała, że Breivik nie żałuje swego czynu, a wręcz przeciwnie – jest jeszcze bardziej przekonany o słuszności tego, co zrobił. Dlatego stwierdzono, że jest niebezpieczny i powinien przebywać w izolatce. Breivik próbował udowodnić, że izolowanie go od reszty więźniów jest „zamachem na jego prawa”, ale nie wygrał tej sprawy. Więzienie nie przeszkodziło Breivikowi w edukacji, dlatego skończył studia prawnicze. Stale korzysta także z przysługującego mu prawa do korespondencji, więc ma stały kontakt z dziennikarzami i swoimi „fanami”. Nie porzucił też polityki, próbował nawet zarejestrować własną partię. W czerwcu 2017 roku skazany nagle zmienił imię i nazwisko na Fjotolf Hansen, ale wciąż nie wiadomo, dlaczego to zrobił. Według mediów, od niedawna negocjuje kontrakt, zgodnie z którym miałby zgodzić się na książkę o swoim życiu oraz na film na jej postawie. Swoje „wspomnienia” wycenił na kwotę ośmiu milionów euro. Jakiś czas temu jeden z norweskich dzienników dotarł do dokumentów, z których wynika, że Anders Breivik napisał list do kierownika więzienia, w którym po raz pierwszy przeprosił. „Przepraszam za to, co zrobiłem 22 lipca 2011 roku. Gdyby to było możliwe, zrobiłbym tak, żeby nic się nie wydarzyło”, miał stwierdzić... Fot. East News Anders Breivik chciał wyjść na wolność. Co na to sąd? W styczniu tego roku Anders Breivik skorzystał z prawa do ubiegania się o przedterminowe zwolnienie z więzienia. Po dekadzie spędzonej za kratkami sąd musiał pochylić się nad wnioskiem mordercy. Podczas jednej z rozpraw terrorysta wykonał gest nazistowskiego powitania a także prezentował hasło: „stop ludobójstwu na naszych białych narodach. Powiedział też głośno, że chce walczyć o supremację białych i dominację narodowego socjalizmu, choć z użyciem pokojowych środków. Sędziowie nie przychylili się do wniosku Breivika i postanowili, że pozostanie on w więzieniu. Psychologowie z okręgu Telemark uzasadnili, że ich zdaniem Anders Breivik jest tak samo niebezpieczny jak dekadę temu. Oto najnowsze zdjęcie Norwega. Anders Breivik 2022 Fot. NTB Norway/Associated Press/East News
Kim jest prawdziwy, typowy Norweg? Wyrażenie „typisk norsk” to już praktycznie klasyk, ale co przez nie rozumiemy? Stereotypów o typowych mieszkańcach Norwegii jest nieskończenie wiele, ale musimy pamiętać, aby każde z nich przyjmować z pewną dozą dystansu. Po intensywnej lekturze wielu artykułów i obejrzeniu kilku filmów na temat tego zjawiska, stworzyliśmy dla Was niewielką listę przykładów „typowego Norwega”.1. „Bycie dobrym i szczęśliwym”To zastanawiające stwierdzenie jest wytłumaczeniem tego, dlaczego Norwegowie wydają się być tak szczęśliwymi, wiecznie uśmiechniętymi ludźmi, a gdy jakiś sposobem uda nam się przebić przez grubą ścianę do ich wnętrza (kolejny przykład „typowego Norwega”, jako osoby zamkniętej i zdystansowanej) okazuje się, że nie jest to naród do końca szczęśliwy. Przed odkryciem złóż ropy kraj miał dość ciężką sytuację ekonomiczną i gdzieś w głębi ich serc panuje przekonanie, że nie wolno im narzekać ponieważ żyją w państwie dobrobytu. Z tego względu, kiedy pytamy mieszkańca Norwegii: hvordan går det? (jak leci?), nigdy nie usłyszymy odpowiedzi, która byłaby na przykład typowa dla Polaka: Det går dårlig. (Nie jest dobrze). Przechadzając się ulicami, częściej spotkamy się z uśmiechem i pozytywną energią, niż z narzekaniem i niezadowoleniem. To sprawia, że wielu Norwegów odczuwa presję i brak możliwości wyrażania wszystkich uczuć, nawet tych negatywnych. W wielu przypadkach prowadzi to niestety do problemów w komunikacji czy w ogólnym życiu NartyDuża część zgodnie twierdzi, że typowo norweskie są narty (ski). Mówi się, że prawdziwy Norweg urodził się z nartami na nogach, co zresztą można zauważyć przy okazji Mistrzostw Świata przy Holmenkollen, gdy można zauważyć tłumy ludzi kibicujących norweskim skoczkom, którzy zresztą często zajmują wysokie miejsca na podium. Choć za ojczyznę nart uważa się Azję Środkową, ich popularność wzrosła właśnie w Skandynawii, prawdopodobnie za pomocą Lapończyków. W norweskim Rødøy można zobaczyć najstarsze rysunki nart na malowidłach skalnych zrobionych 4500 do 5000 lat temu. W historii narciarstwa nie sposób nie wspomnieć o Fridtjofie Nansenie, słynnym norweskim badaczu polarny, który właśnie na nartach podjął pierwszą wyprawę przez Grenlandię. Dzięki temu udowodnił, że cała wyspa jest pokryta lodem. Tradycja jazdy na nartach jest tak głęboko zakorzeniona w historii, kulturze i tradycji Norwegii, że nie sposób znaleźć Norwega niepotrafiącego uprawiać tego sportu – czy to na zwykłych nartach, czy równie popularnych „biegówkach”.3. Łopatka do sera i brązowy serTen prosty przyrząd jak łopatka do sera trafia w nasze ręcę przynajmniej raz dziennie, ale pewnie niewielu z Was zdaje sobie sprawę, że w Norwegii jest ona powodem do prawdziwej dumy. Ostehøvel to norweski wynalazek opatentowany przez Thora Bjørlunda z Lillehammer w 1925r. Jeśli mamy w posiadaniu łopatkę do sera, to w naszym gospodarstwie przydałby się również sam ser, aby łopatka mogła stać się przydatna. I tu pojawia się kolejna duma Norwegów, a mianowicie brunost, czyli słodki, brązowy ser. Brunost spotkamy najczęściej w wersji nieco roztopionej na norweskich gofrach (vafler) z dżemem (syltetøy). Jak dla nas, nie ma nic bardziej norweskiego! :)4. Fiordy i góryNorwegowie również zgodnie twierdzą, że „typisk norsk” są góry, fiordy czy długie i głębokie doliny. Tego podpunktu chyba nie musimy mocno rozwijać – każdy, kto miał choćby najmniejszą styczność z Norwegią wie, że kraj obfituje w niesamowite widoki, najczęściej właśnie w towarzystwie gór czy fiordów. Warto wspomnieć, że drugim na świecie co do długości jest liczący 203 m. Sognefjorden, znajdujący się właśnie w Norwegii. Ten sam fiord jest jednocześnie trzecim co do głębokości fiordem na świecie, którego głębokość wynosi 1308 m. Jeśli chodzi o najwyższy norweski szczyt, jest nim Galdhøpiggen, liczący 2469 m będący jednocześnie najwyższą górą Półwyspu Kvikk lunsjWyobraźcie sobie taką scenerię: pełne słońce, zima i Norweg zasiadający pod jednym z drzew, zmęczony po długiej przejażdżce na nartach. Z plecaka wyciąga Kvikk lunsj, termos z kakao i wzdycha, podziwiając rozpościerające się w oddali góry. Możnaby rzec: typisk norsk. Ale czym właściwie jest owy Kvikk lunsj? Dosłownie oznacza szybki lunch, ale jest to również wafel oblany czekoladą wyprodukowany przez firmę Freia w 1937 r. Mówi się, że przeciętny Norweg spożywa w ciągu roku około 9 takich wafelków, a 3 z nich, spożywane są w okresie wielkanocnym. Jeśli mielibyśmy ten słodycz do czegoś porównać, mógłby to być Kit Kat, lub nasz lokalny wafelek Tacos w piątek, Kebab w sobotę, Grandiosa raz w tygodniuKiedy przechadzamy się ulicami norweskich miast, łatwo zauważyć tendencje, że w piątki wszędzie widnieje napis Tacofredag, a w sobotni wieczór większość mieszkańców spotkamy z kebabem w ręku. Pizza Grandiosa jest natomiast daniem, które je się średnio raz w że w kuchni norweskiej znajdziemy sporo lokalnych potraw, takich jak np. Ribbe, Lutefisk, Fiskeboller czy Fiskekaker, Norwegowie upodobali sobie zupełnie inne potrawy. Według statystyk, w ojczyźnie fiordów je się rocznie średnio 48 milionów pizz, z czego połowa to… właśnie jak w Polsce spotykamy się zwykle z rodziną Kowalskich, typowa para norweska to Kari i Ola Nordmann. Razem jeżdżą na nartach, wybierają się w góry na hyttę (mały, weekendowy domek letniskowy, który posiada większość Norwegów; często bez kanalizacji, przyłącza wody czy prądu). Po długiej i wyczerpującej przejażdżce na nartach zasiadają pod drzewem delektując się kakao, kvikk lunsj oraz widzicie, mimo licznych przykładów, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie „Co jest typisk norsk?”. Bardzo często okazuje się, że nie do końca chodzi w nim o udzielenie jednej odpowiedzi, a samo jego zadanie. Warto zwrócić uwagę na to, dlaczego Norwegowie są tak bardzo zajęci znalezieniem na nie odpowiedzi. W dzisiejszych czasach, przepełnionych globalizacją, migracjami, przemianami kulturowymi czy długoletnim poczuciem niższej wartości przez sąsiedztwo mocno ugruntowanej historycznie i kulturowo Danii czy Szwecji wydaje się, że jest to pewien sposób na podkreślenie swojej własnej tożsamości. Norwegowie wydają się być przestraszeni utratą „tego czegoś”, co będzie typowe i charakterystyczne dla ich historii czy kultury. Potraktujmy zatem tę „typową norweskość” z przymrużeniem oka i zawsze starajmy się pozwalać im wypinać dumnie pierś, kiedy spożywają w naszym towarzystwie brunost czy wracają do domu z paczką Grandiosy pod pachą. :D#typisnorsk #brunost #fiord #ski #ostehøvel #syltetøy #kvikklunsj
Do Norwegii podróżowałem zimą, wiosną, latem i jesienią. Wiosną, gdy dotarłem na arktyczny archipelag Svalbardu, Arktyka nawet nie zaczęła się jeszcze budzić ze snu zimowego. Gdy innym razem, latem, dotarłem na południową riwierę kraju, słońce rozpieszczało mnie jak na dolnych krańcach Europy. W Oslo obserwowałem kiedyś złote liście opadające z drzew niczym w filmie. Rok temu zaś, trzysta kilometrów na południe od stolicy kraju, widziałem najpiękniejszą zimę od lat. Do niedawna. W lutym dotarłem bowiem na północne krańce tego rozległego i bajecznie pięknego kraju. Ujrzałem kontynentalną Arktykę, która zaserwowała mi prawdziwą podróżniczą ucztę. W jakiś zupełnie niespodziewany sposób Norwegia, jeden z najpiękniejszych, a przy tym najdroższych krajów świata, stała się miejscem, do którego mam szczęście docierać regularnie od kilku lat. Pokochałem ją miłością szczerą, ale największą namiętność odczuwam w jej przypadku do zimy – okresu, który od dawna utracił w Polsce swój urok i zdaje się, że nieprędko go odzyska. Tam, na północy, odnajduję krystalicznie czyste, zimowe powietrze, niespotykane w kraju nad Wisłą. Nawet śnieg, który mieni się innymi kolorami niż nasze pięćdziesiąt odcieni szarości, sprawia, że zimno daje się lubić, szczególnie, gdy ma się czym oddychać. Północ. Kierunek ten stał się dla mnie czymś zupełnie innym aniżeli wyjazdy po Europie, aromatyczne wypady na Bliski Wschód czy orientalne podróże do Azji. Północ serwuje mi komfort odpoczynku, szczególnie psychicznego, jakiego nie daje mi żadne inne miejsce. Tak było na wyizolowanym, położonym z dala od całego, bożego świata, Svalbardzie. Tak też było, gdy podróżowaliśmy po Islandii zanim stała się kierunkiem masowych podróży. Tak będzie, gdy dotrzemy w tym roku na Grenlandię. Północ ma bowiem to do siebie, iż przyciąga określonych ludzi oraz określoną ich ilość. Wszystko w tych chłodnych klimatach zdaje się być jakoś lepiej wyważone, zbalansowane, niezadeptane. Czym jest Arktyka? Lubię opowiadać o tym, że kilka lat temu po raz pierwszy dotarłem na Arktykę. I choć byłem lekko ponad tysiąc kilometrów od bieguna północnego, ów dystans przedstawiał pewną specyficzną barierę finansową, którą niewiele osób przekracza docierając do czubka globu. Nie dotarłem więc do bieguna, jednak przygodę z północnymi kierunkami rozpocząłem na dalekim archipelagu Svalbardu na 78 równoleżniku ziemi. Wszystko, co następowało po nim – Islandia 64 równoleżnik, Norwegia Północna – 69 równoleżnik, czy wkrótce południowa Grenlandia – 64 równoleżnik, to kawał drogi od owego punktu startowego, od którego wszystko się zaczęło. Łączy je wszystkie jedno – wszystkie znajdują się wewnątrz lub tuż przy, kole podbiegunowym – równoleżniku ziemskim o szerokości geograficznej 66°33’39” północnego lub południowej. O ile myślimy o szerokości południowej, sprawa zdaje się być dosyć prosta. W całym praktycznie okręgu znajduje się wielka masa kontynentu, jakim jest Antarktyda. Na północy sprawa jest o wiele bardziej złożona. Witamy na Arktyce! Pięknie ujmuje to Marcin Nowak na blogu „Arktyka jest jedynym kontynentem, który nie jest kontynentem. Czy przylecieliśmy już do Arktyki? Czy jeszcze nie?„ Arktyka jest całym obszarem Ziemi, który otacza biegun północny. Jej granicę są raczej płynne. Większość zgadza się, iż wyznacza ją izoterma +10 stopni Celsjusza – linia, która łączy punkty na Ziemi mające tę samą temperaturę w danym czasie lub tę samą średnią temperaturę w danym czasie. Dlatego też Arktyką nazywamy obszary takich krajów jak: Norwegia, Szwecja, Finlandia, Rosja, Kanada, USA, Grenlandia czy Islandia. Docierając do północnych krańców tych krajów otrzymujemy prawo mówienia o tym, iż byliśmy na Arktyce, choć ta, będąc gigantycznym obszarem, różni się ogromnie. Ów wielki obszar świata nie jest jednak dla każdego. Do północy trzeba bowiem dorosnąć, albo trzeba ją po prostu poczuć. I tak właśnie, Arktyka, ten wielki, nieistniejący kontynent, poza byciem obszarem geograficznym, stanowi przede wszystkim niesamowitą krainę, w której miesza się natura, historia i kultura. Mieszanka ta, jakże fascynująca dla tych, którzy zapadają na chorobę północną, żyje potem w głębi serce i ciągle przypomina o sobie. Sprawia, że człowiek chce wracać. I tak Arktyka staje się konceptem, który żyje w nas. Jak i kiedy dotrzeć na Arktykę? Podobnie jak w przypadku docierania na daleki Svalbard, tak i w tym przypadku, dotarcie na norweską Arktykę, nie stanowi współcześnie żadnego wyzwania. Daleko już nam do czasów wielkich, polarnych odkryć, kiedy każde ludzkie przemieszczenie się na północ od Oslo, stawało się wyprawą. Dziś nie musimy się przejmować nawet kosztem dotarcia w tak odległy zakątek świata, gdyż wygodne połączenie wizzaira z Gdańska do Tromso, niesamowicie ułatwia zadanie. W trzy godziny stawiamy stopę na arktycznej ziemi. Wyzwanie zaczyna się po wylądowaniu. I od wyjścia z samolotu nie ma raczej możliwości, aby o kosztach przebywania na Arktyce nie pomyśleć. Daleka Północ, właściwie każdy jej zakamarek w każdym kraju, do którego dotrzemy, łączy jedno – jest tam drogo. Jak drogo – to kwestia niuansów – jednak ekonomia planowania wypraw w te zakątki świata, wymaga od nas odpowiedniego planowania. W naszym przypadku, postanowiliśmy skorzystać z usług Agi i Wiktora, którzy w mądry i bardzo przystępny finansowo sposób, organizują każdy punkt wycieczki. Wszystkie jej elementy dokładnie opisuję na swojej stronie Warto także, planując podróż w obszary arktyczne, odpowiedzieć sobie na pytanie czego sami oczekujemy a tym samym – kiedy pragniemy tam dotrzeć. Każda pora roku ma tam swój urok, jednak z goła można je podzielić na dwie – zimną i ciepłą. Ta druga, która odsłania swoją twarz na chwilę latem, zaskakuje podróżnych. Ci, jeśli mają szczęście, trafiają bowiem w soczyste, zielone krajobrazy przyozdobione kolorowymi domkami. Bywa także ciepło, co dziś często jest wyrazem zmian klimatycznych. Tak było w ubiegłym roku, kiedy okolice Tromso dosłownie gotowały się od wysokich temperatur. Najpiękniejsza w tych obszarach jest jednak zima. To właśnie na ten okres przybywają tam Aga i Wiktor, którzy goszczą w swoim arktycznym domu przyjezdnych z Polski od początku stycznia do połowy marca. Chłodna pora oferuje nam przynajmniej trzy rzeczy, których nie dadzą nam inne pory roku – białą, piękną zimę, jakiej trudno doświadczyć w Polsce, zrozumienie Arktyki – jej trudnego klimatu, zmagań mieszkających tam ludzi oraz, co przyciąga największe rzesze ludzi – zorzę polarną, absolutny cud natury, który także nam dane było obserwować. Już na miejscu, nawet podczas najtrudniejszych zim, przemieszanie się po większości prowincji Troms, nie nastręcza wielkich trudności. Dobrze wyposażonych samochód naszych gospodarzy oraz sprawna sieć promów przecinających fiordy, łączących wyspy i osady, pozwala na sprawne zapoznanie się z regionem. Norwegia Północna – kto i jak mieszka na dalekiej Arktyce? Ci, którzy pamiętają opowieści z największej, ludzkiej osady na Svalbardzie – Longyearbyen – wspomną zapewne, iż na arktycznym archipelagu mieszka mniej ludzi niż niedźwiedzi polarnych. Inaczej sprawy mają się w północnej prowincji Troms, która graniczy z prowincjami Nordland na południu i Finnmark na północy. Obszar ten, którego powierzchnia wynosi lekko poniżej jednej dziesiątej obszaru Polski, zamieszkana jest przez ponad 160 tysięcy osób. Populacja całej północnej Norwegii to pół miliona ludzi, niemało jak na arktyczne, trudne rejony świata. Wspomniane trzy prowincje stanowią jedną trzecią powierzchni całego kraju i często określane są krainą dnia polarnego i zorzy polarnej. Dla kogoś, kto podróżuje po Norwegii i ma porównanie między różnymi jej regionami, zaskakujące może być to, jak bardzo pełna życia jest ta kraina. Szczególnie, gdy porówna się ją do południowego krańca kraju, który ożywa w miesiącach letnich, zaś zupełnie zamiera, gdy mieszkańcy stolicy i innych wielkich miast opuszczają swoje hytty przed zimą. Choć w całym regionie pełno jest samotnych i urokliwie położonych domków, nie jest to kraina wielkiej pustki. Naszą bazą noclegową na czas pobytu na dalekiej północy, została miejscowość Skulsfjord, urokliwie położona na wyspie Kvaloya, jedyne kilkanaście kilometrów od centrum Tromso. Podczas podróży w ten zakątek Norwegii strategiczną decyzją jest to, gdzie się śpi. Nie powinno to z pewnością być miasto – nie dość, że mało kogo z przyjezdnych stać na wieczorne, miejskie imprezowanie, to w dodatku odbieramy sobie szansę na zobaczenie najpiękniejszego, co możemy doświadczyć o tej porze roku, czyli zorzy polarnej. Warto więc wybrać się z dala od miasta i zatrzymać się w jednej z tych kameralnych miejscowości ukrytych gdzieś pośród fiordów. Wbrew potocznemu myśleniu, ludność tych obszarów nie mieszka w igloo lub jurtach, choć i te spotkamy raz po raz, przemieszczając się po prowincji Troms. Lavvu, tymczasowy obóz pierwotnych mieszkańców tych ziem – Lapończyków – opowiada nam historię zróżnicowania kulturowego i etnicznego tych ziem. Lapończycy, zwani inaczej Sámi, to lud zamieszkujący wielkie obszary rozpościerające się na obszarach Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. Są oni pierwotnymi mieszkańcami Skandynawii. Nazwa „Lapończycy” pochodzi od szwedzkiego słowa „lapp”, które może sugerować, iż chodzą w połatanych ubraniach lub że są ludem „przyszytym” do owej ziemi. Etymologia słowa Sámi pozostaje z kolei nieznana. Samowie stanowią ważny komponent społeczny tego obszaru Norwegii. Ten prastary, kiedyś koczowniczy lud, przeszedł przez wieki norweskiej, brutalnej, kulturowej dominacji, która skończyła się de facto dopiero niecałe czterdzieści lat temu. Dziś kraj kojarzony z tolerancja, kiedyś prowadził ostrą politykę asymilacyjną, która pozostawiła do dziś gojącą się ranę na tej części norweskiego społeczeństwa. O różnicach między Lapończykami a Norwegami, oraz Norwegami z południa i Norwegami z północy, przeczytacie sporo w niezwykle interesującej książce Ilony Wiśniewskiej pt. „HEN”. To zdaniem całej naszej pięcioosobowej grupy, która udała się razem w podróż, obowiązkowa lektura przed wyjazdem do Norwegii północnej. Dzięki niej zupełnie inaczej, z dużą dozą zrozumienia, spoglądaliśmy na obszary, które przyszło nam poznawać. Podobnie niepoprawne jest myślenie, iż na obszarze arktycznym nie uświadczymy cywilizacji. W przypadku norweskiej północy jest to założenie zupełnie błędne. Północne rubieże kraju posiadają jedne z największych miast kraju – Bodo, Narvik, Alta, czy wspomniane Tromso, do którego dociera bezpośrednie połączenie z Polski. Same Tromso, historycznie znane jako brama Arktyki, zamieszkane jest przez 75 tysięcy osób. Dlaczego Norwegia Północna nie umarła? Historia i ekonomia Piękno podróży z innymi oraz do innych polega na tym, iż w dobrze dobranej grupie ciągle można wymieniać ciekaw myśli. Jednym z wątków, które przewijały się często podczas naszego wyjazdu, była norweska ekonomia. Fakt, ten jeden z najbogatszych krajów, bogaty w zasoby naturalna, przede wszystkim gaz i ropę, mógłby zaproponować swoim obywatelom brak jakiejkolwiek pracy. Byłoby to możliwe, jednak pozostaje jedynie w sferze naszych dywagacji. Każdy bowiem wie, jak ważne dla człowieka jest to, by mieć jakieś zajęcie. Czym więc zajmuje się pół miliona ludzi mieszkających na północnych krańcach Norwegii? Znów – odpowiedź bywa zaskakująca, gdy człowiek dowiaduje się, jak wiele rzeczy można robić w tak dalekim i trudnym obszarze. Sięgnijmy jednak na chwilę do kart historii. Prowincje północy wraz z ich mieszkańcami, mogły jeszcze zupełnie niedawno, zupełnie upaść i nigdy się nie podnieść. Na długo przed odkryciem w Norwegii bogactw naturalnych, które uczyniły z kraju jeden z najbogatszych na świecie, odległa przez większość swego trwania, druga wojna światowa, dosięgnęła ten daleki obszar. W 1944 roku, wycofujący się z frontu murmańskiego, Niemcy rozpoczęli zaplanowaną i wykonywaną co do punktu, akcję palenia wszystkiego, co zostawiali za sobą. Spalenie Finnmarku i Troms to jedno z najtragiczniejszych, i bardzo słabo znanych, wydarzeń tej wojny. Ludność na bieżąco ewakuowano ze spalanych obszarów, tych zaś, którzy postanowili się ukrywać, zabijano. Tuż po wojnie, biorąc pod uwagę zniszczenia oraz fakt, iż zawsze była to biedniejsza część kraju, podjęto wielka odbudowę i inwestycje w przemysł. Dominującymi gałęziami gospodarki jest rybołóstwo oraz rolnictwo, które skoncentrowane jest wokół mniejszych ośrodków wzdłuż wybrzeża. Przemieszczając się po drogach północnej Norwegii, które wiją się wzdłuż pięknych fiordów, raz po raz trafia się na mniejsze i większe porty, w których zacumowane są jednostki różnych rozmiarów. Jednym z charakterystycznych punktów krajobrazu, który napotyka się w wielu miejscach prowincji, jest sztokfisz. Pochodzące z Morza Północnego, najczęściej dorsze, rozłożone na drewnianych konstrukcjach, suszone są na zimnym wietrze. W Norwegii sztokfisz znany jest jako Tørrfisk. Pod koniec kwietnia ponad 400 000 m² północnej Norwegii pokrywają suszące się na żerdziach dorsze. Rocznie ponad 16 milionów kg dorsza zostaje wysuszone w tym regionie. Jest to jeden z najbardziej popularnych przysmaków tego regionu, który ze względu na sposób wytwarzania, utrzymuje wysoką cenę. Wracając na chwilę do największego miasta regionu – Tromso. Oprócz wojska, które jest wielkim pracodawcą stolicy Arktyki, uniwersytetu, który prężnie bada rejony polarne oraz wielu innych firm z różnych branż, jest jeden sektor, który zapewnia pracę oraz niemałe przychody mieszkańcom regionu. Jest to oczywiście turystyka. W sezonie zimowym, czyli w czasie, gdy nad północnym niebem rozświetla się zorza polarna czyniąc z tego czasu wysoki sezon, do północnej Norwegii dociera milion turystów. Ruch turystyczny widać na każdym kroku, choć nadal pozostaje on dosyć kameralny w porównaniu z wieloma zadeptanymi kierunkami, które możemy odwiedzić. Mimo wszystko, w szczycie sezonu bardzo łatwo odczuć wzmożony ruch, gdyż ceny w okresie trwania zorzy polarnej, dosłownie szybują w niebo. Najtańsze noclegi w często dosyć spartańskich warunkach, kosztują kilkaset złotych za noc. W niszy wspomnianego sektoru turystycznego działają Agnieszka i Wiktor, twórcy duetu którzy oferują arktyczne turnusy połączone z polowaniem na zorzę dla rodaków z Polski. To na ich zaproszenie poznawaliśmy z Magdaleną różne zakątki Norwegii w ostatnich latach. To prawdziwi ludzie z duszą, którzy mieszkali w różnych zakątkach świata, między innymi w Anglii czy Francji, oraz podróżowali po najdalszych jego zakątkach. Jak nikt rozumieją branżę oraz potrzeby rodaków. Obecnie ich domem jest Norwegia, w której organizują letnie pobyty dla małych grup na południowej riwierze kraju. Zimą, tuż po świętach, pakują się w swoje samochody i przemierzają całą Skandynawię w drodze do północnego domku, w którym przyjmują grupy zainteresowane zimowymi przygodami. W ramach ich turnusów, goście zapewnione mają wszystko od wylądowania na lotnisku w Tromso aż do powrotu do terminala: odbiór, transport, wycieczki, wyżywienie, nocleg oraz co najważniejsze – ich towarzystwo oraz wiedzę na temat miejsca, do którego docieramy. Na koniec, w ramach pamiątki, otrzymuje się także paczkę zdjęć wykonywanych podczas pobytu. To rzadka rzecz, która pozwala (w teorii, bo kto nie zabierze aparatu?) wyjechać i nie martwić się niczym, nawet aparatem. Norwegia Północna – arktyczne wakacje i atrakcje Wyjazdy turystyczne na północ to nadal nisza oraz orient pośród orientów. Gdyby spojrzeć na liczby oraz na preferencje podróżnicze Polaków, nie ma się co dziwić, że każda wzmianka o wakacjach w okolicach koła podbiegunowego, budzi zdziwienie. Co istotne jednak – nie powinno to dziwić. Dalekie, polarne rubieże Europy to jeden z najpiękniejszych zakątków świata, który nie tylko kusi wspaniałą florą i fauną, ale także pozwala delektować się jakością powietrza i spokojem, jakie trudno doświadczyć w innych miejscach globu. Arktyka zadowala człowieka tak zwanymi małymi rzeczami, małymi sprawami. Zmienia się perspektywa, gdy podczas spaceru po śnieżnym pustkowiu nagle spotyka się stado reniferów, które często nie boją się człowieka i wchodzą w nim w interakcje. Każdy spacer, na który człowiek wybiera się w tej części świata, jest ucztą dla zmysłów. Niewielka wspinaczka na wzniesienie ponad fiordem niespodziewanie potrafi odsłonić przed człowiekiem zupełnie inną perspektywę na okolicę. Każde zapuszczenie się w nieznanym kierunku i wytyczanie własnych ścieżek doprowadza nas do kolejnego, zaskakującego piękna. O wszystkich turystycznych atrakcjach w Tromso i okolicach przeczytacie w kolejnym tekście za tydzień. Zorza polarna Tymczasem, aby zrozumieć dlaczego tak wiele osób, pomimo mainstreamowych trendów, wybiera się na daleką północ, kliknijcie w poniższe zdjęcie i zobaczcie magię arktycznej zorzy polarnej. To naprawdę coś niesamowitego 👇 Co myślicie? Rozważycie zimowe wakacje w północnej Norwegii? 🇳🇴 Macie jakieś pytania? Podzielcie się w komentarzu 👇